Anegdoty i felietony
A tutaj będzie anegdotka. A nawet dwie.
Z życia nauczyciela akademickiego, a dokładnie opiekuna klinicznego studentów medycyny (w UK system szkolenia studentów medycyny jest zupełnie inny i trudno pewne pojęcia przetłumaczyć). Z grubsza chodzi o to, że uczę studentów medycyny nie będąc zatrudnionym przez uniwersytet - to szpital ma umowę z uniwersytetem na uczenie studentów.
Otóż w czasie ćwiczeń symulacyjnych z reanimacji był przypadek noworodka, który się zawalił. Jedna ze studentek wszystko pilnie notowała. Dyskutowaliśmy możliwe przyczyny i powiedziałem im, że jest pięć rzeczy o których trzeba pamiętać w sytuacji noworodka, który nagle pojawia się w stanie ciężkim (posocznica, wady serca zależne od przewodu tętniczego, wady metaboliczne, odma opłucnowa i uraz związany z przemocą domową). Powiedziałem, że jest taki skrót mnemotechniczny, który pozwala to zapamiętać, ale akurat pamiętam listę tych sytuacji, ale nie pamiętam skrótu.
Pielęgniarka, która nie lubi noworodków (leczyć) syknęła scenicznym szeptem "SHIT"
Notująca studentka podeszła do mnie i zapytała: "Dr Magier, what does the SHIT stand for ?"
Sala reanimacyjna wybuchnęła śmiechem.
Miały być dwie, są dwie.
Studentka zbierała wywiad nowo przyjętego dziecka. Przyszła referować i mówi, że dziecko ma nadwagę (99.6 centyl) i powodem skierowania według matki jest to, że dziecko według matki od pół roku nie je i wcale nie chce jeść.
Odpowiedziałem na to nieco ironicznie, że jedyne wytłumaczenie takiej sytuacji jest takie, że dziecko ma chlorofil w skórze i syntetyzuje glukozę bez jedzenia. "Musimy koniecznie sprawdzić, czy dziecko czasem nie jest zielone" - powiedziałem.
Studentka obróciła się na pięcie i znikła.
Za 5 minut wróciła i powiedziała: "Sprawdziłam dokładnie - dziecko nie jest zielone".
FELIETONY
Postanowiłem publikować ciekawsze moim zdaniem felietony, wpisy na X (Twitterze) i w ogóle moją tfu-rczość literacką, bo:
"Jak ktoś może żyć w tym syfie, to żyje.
Jak ktoś nie może żyć, to pisze."
A poza tym, tak bardziej pozytywnie, od wieków pisanie pamfletów jest metodą zmieniania świata.
Bardzo skuteczną !
7 grudnia 2021 (po tygodniowej wizycie w Rzeszowie i Przemyślu) pisałem:
Świadomie ryzykuję, że zostanę nazwany "ruską onucą", ale po obejrzeniu Wiadomości TVP1 tak się zirytowałem, że chciałbym wywołać dyskusję geopolityczną.
Otóż Rosja ogłosiła, że chce od Zachodu jasnej deklaracji, że nie przyjmie Ukrainy do NATO i nie zainstaluje swojej infrastruktury wojskowej na Ukrainie.
TVP1 określiła to jako "nieakceptowalne żądania Rosji", dalej mówiąc o "bezczelnym szantażu Rosji", żeby potem tokować o "nienaruszalności suwerenności Ukrainy, która ma prawo wstępować do NATO jeśli tylko zechce".
Jak mówi stare powiedzenie "Pierwszą ofiarą wojny jest prawda" więc od razu parę sprostowań i parę pytań.
Otóż suwerenność Ukrainy ograniczałaby deklaracja samej Ukrainy, że nigdy nie wstąpi do NATO. Tego Rosja nie żąda.
Rosja żąda, żeby inne kraje suwerennie zdecydowały nie przyjmować Ukrainy do NATO. Zauważmy, że NATO nie ma w swoim statucie obowiązku przyjmowania każdego, kto zechce.
Następne sprostowanie dotyczy rzekomej "nieakceptowalności". Przypomnijmy "niekaceptowalne" żądania USA, żeby suwerenna Kuba nie zgodziła się na sowieckie rakiety w latach 60-tych.
USA były gotowe wywołać wojnę jądrową, żeby do tego nie dopuścić. Czy nie ma tutaj pewnej analogii?
Zauważmy, że od granicy ukraińsko-rosyjskiej jest marne kilkaset kilometrów do Moskwy ...
Rosjanie po prostu nie mogą sobie pozwolić na to, żeby rakiety amerykańskie stacjonowały tak blisko ich stolicy.
I myślę, że tak jak Kennedy w przeszłości, tak Putin dzisiaj będzie gotów na wszystko.
Trzeba rozumieć ograniczenia adwersarza, a tutaj Rosja naprawdę nie ma wyjścia. Bo inaczej przegra z USA bez walki i Kreml to wie.
"Nie zapędzaj przeciwnika w sytuację bez wyjścia, bo będzie walczył jak tygrys" pisał słynny Chińczyk tysiące lat temu.
I miał rację !
-------------
Komentarz z 22 września 2024: Mądry byłem bardzo i moja analiza w ogóle się nie zestarzała.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
3 września 2024
Od kolegi, naukowca z Cambridge dostałem w prezencie małą, ale słynną książeczkę: Sun Tzu, The Art of War.
Każdy o niej słyszał, mało kto czytał, a najczęściej jest publikowana w formie komentarzy do oryginalnego tekstu.
Moja wersja to czyste tłumaczenie, podobno dobre, a uwagę zwraca fakt, że nie jest to traktat, ani esej, tylko rodzaj krótkich wierszy.
Nie znam chińskiego, ale domyślam się, że w oryginale nie tylko są mądre, ale i estetyczne.
Przeczytać za jednym zamachem się tego oczywiście nie da, więc robię podobnie, jak mój kolega, oficer WP, który studiował w jakiejś szkole wojskowej w Waszyngtonie.
Otóż oni co tydzień dostawali jedną z fraz/wierszy do przeczytania i refleksji, a potem raz w tygodniu przez godzinę dyskutowali o tym.
Zobaczymy, na ile starczy mi cierpliwości, ale zaczynamy.
W tym tygodniu wybrałem:
When troops are strong
But officers weak,
The result is
Impotence
Przypomina to nieco słynne powiedzenie Churchilla, że (cytuję z pamięci) "Polacy to naród lwów prowadzonych przez hieny."
Bolesny to cytat, ale szczęścia do "oficerów" to my, jako naród nie mamy. Nasi "oficerowie", czyli przywódcy, elity etc. są słabi.
Pojedyncze osoby w polityce są sprawcze, mają ideały, są patriotami, mają odpowiednie kwalifikacje intelektualne.
Niewielu ma cechy dobrego oficera.
Są przywódcami politycznymi przedsiębiorczego narodu, narodu sprytnych i pracowitych jednostek, które dzielnie sobie radzą, i w Polsce i za granicą.
Niestety, "oficerowie" są słabi.
Nic dziwnego więc, że rezultatem tego jest niemoc Polski jako państwa.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
9 listopada 2025
W ramach przepychanki pomiędzy PiS i Konfederacją wybuchła wielka kłótnia, gdyż podobno prezes Kaczyński powiedział, że Sławomir Metzen powinien wyleczyć swój autyzm, a dopiero potem zajmować polityką (podobno użył innych słów, ale o takim sensie - przepraszam, ale nie mam cierpliwości dochodzić szczegółów).
Na to Mentzen odpowiedział, że Kaczyński jest chamem, bo wykorzystuje jego chorobę to walki politycznej (to słyszałem sam).
Jeśli słowa Pana prezesa Kaczyńskiego są prawdziwe, to wpisuje się w popularny nurt medycznego podejścia do rzeczy, które medyczne nie są.
Niestety Sławomir Mentzen zaraził się tą narracją i też nazywa "chorobą" coś, co chorobą nie jest.
Posiadanie krótszej nogi nie jest chorobą.
Podobnie, posiadanie osobowości z cechami autystycznymi, których nasilenie wyczerpuje definicję zaburzenia nie jest chorobą.
Jeśli musimy jakoś to nazwać, to tak zupełnie na siłę można by to nazwać niepełnosprawnością.
Ani jednego, ani drugiego nie da się "wyleczyć", można za to postarać się, żeby jak najmniej przeszkadzało w życiu, na przykład używając jeden but z grubszą podeszwą, albo pracując nad sobą i swoją samodyscypliną.
"Zaburzenie spektrum autyzmu" czyli ASD (autistic spectrum disorder) to w języku polskim jest nowotwór językowy, po prostu źle przetłumaczony zwrot angielski.
Wytłumaczę.
Każdy z nas ma cechy autystyczne (sposób myślenia, emocji, odczuć sensorycznych), każdy inną liczbę i w innym nasileniu. Jeżeli uszeregujemy 10 000 ludzi od takiego, który ma 1-2 cechy o minimalnym nasileniu, do takiego który ma ich najwięcej i to w dużym nasileniu to otrzymujemy "spektrum autyzmu": od białego przez szare do czarnego.
No i teraz zaczyna się problem. Ludzie na pozycji 9 999-10 000 są poważnie zaburzeni (nie znoszą najmniejszych hałasów, zapachów, dotyku, mają zerowe zdolności komunikacji, często nie mówią, mają zerowe zdolności kontaktów społecznych) i najczęściej nie potrafią samodzielnie funkcjonować.
Zasadne więc jest nazwanie ich niepełnosprawnymi i zasadne jest rozpoznanie u nich poważnego zaburzenia poważnie utrudniającego życie.
A co z osobą na pozycji 9 100, a na pozycji 8 250, a na pozycji 7 100 ?
Poniżej której pozycji uznajemy , że osoba jest "zdrowa" lub "normalna"?
Tutaj jest pełna uznaniowość, po prostu ktoś odkreślił linię i pozwolił rozpoznać ASD powyżej pewnej liczby i pewnego nasilenia cech.
Kłóci się to z tradycyjnym podejściem psychiatrii wg którego chorobą jest tylko to, co uniemożliwia funkcjonowanie w społeczeństwie.
Łagodna depresja, łagodna postać cyklofrenii są po prostu typami osobowości dopóki człowiek nie cierpi - ponad obowiązkowy "weltschmerz" oczywiście ;-) i potrafi samodzielnie funkcjonować.
Podobnie niepełnosprawność. Mówimy o niej wtedy, kiedy poważnie utrudnia funkcjonowanie.
Dlatego obserwując osiągnięcia p. Sławomira Mentzena ośmielam się stwierdzić, że nie jest ani chory, ani niepełnosprawny. Funkcjonuje w społeczeństwie nie najgorzej, ma rodzinę, zarabia jakieś pieniądze, potrafi się sam ubrać i nakarmić.
Po prostu jego osobowość spełnia kryteria amerykańskiej klasyfikacji DSM-IV (nota bene stworzonej dla potrzeb firm ubezpieczeniowych), żeby kogoś określać jako mającego ASD.
Dlatego w tym sporze obaj nie mają racji.
Ani Kaczyński mówiący, że Mentzen ma się "leczyć", ani Mentzen mówiący, że Kaczyński wykorzystuje jego "chorobę".
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
12 listopada 2025
Pan Krzysztof Szczawiński opublikował na X krótki artykuł
"Jak racjonalny Wolnościowiec może wierzyć we Wspólnotę Narodową?"
przywołując kilka argumentów.
Dołożyłem swoje trzy grosze:
Ja bym do tego dodał jeszcze jeden argument.
Jestem wolnościowcem z krwi i kości, jak byłem młody to się czułem libertarianinem i nawet z zainteresowaniem słuchałem filozofów anarcho-kapitalistycznych na konferencjach libertariańskich.
Te teorie są nawet intelektualnie eleganckie, ale niestety systemy przez nie tworzone byłyby niestabilne.
Bardzo to pasowało do mojej osobowości "samotnego wilka", większość poważnych rzeczy w życiu robiłem sam, na własną rękę, na własne ryzyko. Często we współpracy z małą grupą, ale tak naprawdę sam.
Potrzeba przynależności do grupy, jednolity szalik, jednolity mundur, jednolity wygląd były mi zawsze obce.
Natomiast z czasem nauczyłem się, że potrzeba przynależności jest powszechna i bardzo silna u większości ludzi.
Większość ludzi potrzebuje wspólnoty.
Dlatego jeżeli ludzie muszą się z czymś identyfikować, muszą gdzieś przynależeć, to patriotyzm i naród są dużo lepszym wyborem niż sekty, kluby czy gangi.
I to jest ten argument: człowiek ma potrzebę wspólnoty, większość ma tę potrzebę bardzo silną, naród tę potrzebę zaspokaja i dlatego narodowcy mają dużo racji.
A wolnościowcy wśród narodowców są potrzebni, żeby narodowcy nie zdryfowali w kierunku socjalizmu.
Narodowego!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
26 listopada 2025
Cypryjska perspektywa wojny na Ukrainie.
Spędziłem tydzień na Cyprze, z tego większość czasu w luksusowym, pięciogwiazdkowym hotelu na brzegu morza. Dla słabiej poinformowanych dodam, że w miejscowościach na południowym wybrzeżu mało kto mówi po grecku - króluje angielski, potem rosyjski a dalej chyba polski, bo Polaków jest całe mnóstwo. Rosjan też. Jako że od wielu lat nie miałem okazji pojechać do Rosji, a język rosyjski znam i lubię, to korzystam z każdej okazji, żeby po rosyjsku porozmawiać. Zwłaszcza z ludźmi wykształconymi, którzy mówią ładnym, literackim rosyjskim. No i właśnie to hobby dało mi ciekawy wgląd w wojnę na Ukrainie.
Spotkałem wieczorem na tarasie dwóch Rosjan w moim wieku, którzy byli rodzonymi braćmi. Obaj urodzili się w Kijowie, jeden pojechał na studia do Moskwy i tam został robić interesy, drugi został w Kijowie. Po wybuchu wojny w 2022 dla obu braci jedyną możliwością spotkania się jest zagranica. Obaj są bogaci, a na Cypr łatwo dotrzeć i z Rosji, i z Ukrainy. Od razu zaznaczę, że nie mam zielonego pojęcia czym naprawdę panowie się zajmują, natomiast jako klinicysta wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że są biologicznymi braćmi. Byli bardzo towarzyscy i rozmowni, zwłaszcza moskwianin. Byli również dobrze wykształceni i mieli doskonałą znajomość historii Europy środkowej i wschodniej. Kijowianin wysłał żonę i córkę do Krakowa, gdzie wygodnie i bezpiecznie mieszkają za pieniądze, które im przysyła. Obaj byli z wojny bardzo niezadowoleni, aczkolwiek obaj przyznawali, że była koniecznością. Moskwianin uważał, że to taka sama wojna domowa jak wojny polsko-kozackie w czasie powstań Chmielnickiego i ubolewał, że „nienawiść zatruła serca pobratymcze”, żeby sparafrazować Sienkiewicza. Jak na biznesmena miał zadziwiająco dobrą wiedzę uwarunkowań politycznych Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Teraz epizod drugi.
Poznałem małżeństwo młodych Rosjan z roczną córeczką. Przyjechali do hotelu na weekend, ale na stałe mieszkają na Cyprze. Poniekąd uciekli przed wojną i jej ograniczeniami. Bardzo inteligentni, bardzo dobrze wykształceni. Ojciec rodziny prowadzi biznes informatyczno-komputerowy. Za Rosją oczywiście tęsknią, ale są świadomi, że chyba nie wrócą. Takich jak oni jest podobno około pół miliona. Myślę sobie, że to jest koszt, którego Władimir Putin nie wziął pod uwagę. Cała masa inteligentnych, wartościowych ludzi wyjechała (żona, córka kijowianina, młoda rodzina) i duża ich część znajdzie sobie domy, szkoły, mężów, żony i nie wróci do Rosji. Podobna tragedia dotyka Ukrainę. Właśnie z niej wyjechało 100 tysięcy młodych chłopaków. W Londynie znam wielu Rosjan studentów i absolwentów, którzy nie mają zamiaru wracać do kraju. Ja tutaj celowo wrzucam do jednego worka rosyjskojęzycznych Ukraińców i Rosjan, bo ich świadomość narodowa jest naprawdę podobna. To się skończy poważnym demograficznym problemem świata rosyjskojęzycznego. Jest też oczywiście aspekt bezpieczeństwa krajów przyjmujących - na pewno duża część tych ludzi będzie za granicą „służbowo”. Poza jesiennym słońcem wycieczka na Cypr dała mi impuls do wielu geopolitycznych refleksji.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
19 grudnia 2025
Z okazji wizyty prezydenta Zełeńskiego w Waszawie.
Bardzo mnie drażni taka nachalna narracja, że Ukraina broni Polski przed Rosją.
Tak jakbyśmy już byli zaatakowani przez Rosję, a teraz nasz sojusznik Ukraina zatrzymuje ich inwazję. Nawet gdzieś z Pałacu Prezydenckiego popłynęła fraza „wywiązujemy się ze zobowiązań sojuszniczych”. Czy mamy jakiś sojusz z Ukrainą?
Pomijając kwestię, czy Rosja ma zamiar zbrojnie zaatakować Polskę, czy nie, bardzo nie lubię, gdy mi się mówi, że "pewne kwestie nie podlegają wątpliwościom" i wyszydza próbujących kwestionować narrację głównego nurtu, kojarząc ich z orderem Lenina (jak p. min. Sikorski Orbana) lub po prostu wyzywając od "ruskich onuc".
Wszystkim, którzy uważają, że pewnych oczywistości nie wolno kwestionować, również w geopolityce, dedykuję cytat z profesora Tadeusza Kotarbińskiego:„Nauka polega na podważaniu wszystkiego co można podważyć, bo tylko dzięki temu można wykryć to, czego podważyć się nie da.”
"Nauka" tutaj to symbol rozumowego podejścia do świata w odróżnieniu do plemiennych emocji, a także ordynarnych oszustw, które zwykle na emocjach się opierają.
Podchodząc do trójkąta Polska-Ukraina-Rosja zostawmy emocje i stare historyczne zadry (oba narody nam kiedyś krzywdę zrobiły) i pomyślmy, co nam się opłaca.Otóż każdy chyba się zgodzi, że w interesie Polski jest słaba Ukraina i słaba Rosja. Podobnie, jak słabe Niemcy.
Nie jest dobrze mieć bardzo silnego, dobrze rządzonego sąsiada, najlepiej gdy polega on na nas i jest od nas słabszy. Jeszcze lepiej jak jest naszym rynkiem zbytu.
Z tego punktu widzenia powinniśmy wspierać obronę Ukrainy, bo trwająca wojna osłabia obie strony. Ale w ramach rozsądku i opłacalności !
Wywoływanie emocji typu „ukraińscy żołnierze giną w obronie niepodległości Polski” zaćmiewa ten rozsądek i utrudnia racjonalne myślenie.
I pewnie o to chodzi.
Z kolei logiczne dla mnie jest, że z dwojga złego, lepiej mieć mocną Rosję niż mocną Ukrainę. Rosja po prostu jest dalej.
Utrata Krymu i Donbasu przez Ukrainę ani nas ziębi, ani grzeje. Mniejsza, słabsza, byle niepodległa i związana z Zachodem Ukraina to najlepsze dla nas rozwiązanie.
Powinniśmy się skupić na popieraniu aspiracji zachodnich Ukraińców, wciągać ich w zachodnie sfery wpływów oraz dbać, żeby prorosyjskie siły polityczne nie urosły u nich w siłę.
Sfinlandyzowanie Ukrainy to naprawdę nie jest dla nas jakieś fatalne rozwiązanie.
Potrzebujemy buforu, ten bufor musi być niezależny od Rosji, ale nie może być silniejszy od nas.
A Ukraińcy walczą o Ukrainę, nie o Polskę.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------